Ekipa Kerala Blog Express 2015 (foto: Kerala Tourism)

Miałam wielki problem z kupieniem biletu do Trivandrum. Poszłam do punktu sprzedaży biletów lotniczych w Kuala Lumpur i próbowałam wymówić pełną, oryginalną nazwę miasta. Zajęło mi to jakieś 2 minuty, pan w okienku kompletnie nie potrafił zrozumieć o jakie miejsce mi chodzi. Koniec końców pokazałam mu miasto na mapie i jakoś sobie poradziliśmy.

A teraz spróbujcie wymówić (w sposób zrozumiały): Thiruvananthapuram. Tak, to właśnie pełna nazwa stolicy Kerali:)

Po rozszyfrowaniu, oryginalna nazwa oznacza” miasto świętego węża Ananty (Anantha)” i można sobie na niej dosłownie połamać język, dlatego też gdy Brytyjczycy przejęli Indie jako kolonię, zmienili nazwę miasta na łatwiejsze do wymówienia Trivandrum.

Samego świętego węża można zobaczyć w głównej świątyni w mieście, ale wejście jest ograniczone tylko dla wyznawców religii hinduistycznej. Jego wizerunek można znaleźć na większości pamiątek z Trivandrum. (wąż na górze, na nim leży Vishnu)

Słynny posąg Vishnu i węża

Samo Trivandrum jest dobrym punktem startowym dla wycieczki po Kerali, znajduje się tu międzynarodowe lotnisko, możecie też szybko przedostać się do backwaters, czyli słynnych rozlewisk, po których możecie popływać łodzią mieszkalną. Miasto jest średnio duże jak na Indie, ma ok. 1 milion mieszkańców.

Dzieciaki na ulicy w Trivandrum

Świątynia  Sree Padmanabhaswamy

Co roku pielgrzymuje do Trivandrum mnóstwo hindusów – właśnie do wspomnianej powyżej świątyni  Sree Padmanabhaswamy Temple (wymówicie to na głos, haha!), w której znajduje się złota statua węża. Ale tak naprawdę od kilku lat pielgrzymi przyjeżdżają tu zafascynowani nie tyle samą świątynią czy modlitwą, o ile mitycznymi bogactwami które znajdują się ukryte pod świątynią.

Świątynia z zewnątrz wygląda mało imponująco:

W 2011 roku otwarto podziemne komnaty znajdujące się pod świątynią i archeologów kompletnie zatkało (tak, dosłownie), widząc co się w nich znajdowało.

Sala wypełniona była niewyobrażalnymi liczbami złotych posągów bożków, snopów złota o wadze 500 kilogramów, ponad 20 stóp złotych łańcuchów, kuframi pełnymi diamentów, rubinów, szmaragdów, szafirów i innych kamieni szlachetnych i innych bogact. Dodatkowo znaleziono też monety francuskie z czasów Napoleona i 800-kilogramowe zapasy greckich i rzymskich monet, pochodzące z około 100 roku p.n.e.

Łącznie wszystko to składa się na wartość ok. 20 miliardów dolarów. Co wy na to?

Obecnie odbywają się przepychanki polityczne pomiędzy rządem, królem, władzami świątyni i wszystkimi innymi stronami, które chcą skarb zagarnąć dla siebie. (oczywiście, kto by nie chciał?)

Z powodów bezpieczeństwa (bezpieczeństwa skarbu), obcokrajowcy i wyznawcy innych religii niż hindu (obowiązkowo ubrani w tradycyjne białe szaty) nie mogą wejść do świątyni. Nawet zdjęcia budynku z bliska nie są dozwolone – można klikać zdjęcia tylko do wysokości schodów wejściowych świątyni, dalej już nie.

Fakty są jednak takie, że nikt oprócz archeologów i wysoko postawionych urzedników skarbu nie widział, nie ma też dostępnych jego zdjęć. Świątynia pobudza więc niezłą wyobraźnię wśród odwiedzających!

Drewniany pałac królewski

Kolejnym miejscem wartym odwiedzenia jest dawny pałac króla, znajdujący się zaraz przy świątyni. Pałac nazywany jest pałecem koni – od setek od końskich głów które rzeźbią od zewnątrz budynek, ale jego oficjalna nazwa to  Puthen Malika.

Budynek jest drewniany – w Kerali przyjęło się, że dobre, drogie drewno jest idealnym budulcem pałaców – nie zobaczycie więc z zewnątrz złota i zdobień, jedynie rzeźbienia w drewnie – które mimo tego, że proste, naprawdę robią wrażenie!

fot. Kerala Tourism

Król miał z pałacu widok na świątynię – fot. Kerala Tourism

Domek dla gości króla

Trzymanie się za ręcę jest w większości kultur azjatyckich odbierane jako znak przyjaźni, nie homoseksualizmu:)

 

Konie rzeźbione przy stropach pałacu

W pałacu jest ponad 200 pokoi, ale zwiedzać można tylko ich część. Kilka z nich służy do tańca albo jako pokoje „kreatywne”, w których król komponował utwory (był też muzykiem).

A co jeszcze możecie zrobić w Trivandrum? Iść na plażę! Woda jest zawsze ciepła, a piasek mięciutki:)Jeśli wybierzecie si na plażę rano, będziecie mieli okazję zobaczyć rybaków wyciągających sieci z morza i licytujących się z kupcami o wartość połowu.

Kącik jedzeniowy:

W Trivandrum zjadłam jeden z lepszych deserów w Kerali: drobno pokrojony ananas smażony na maśle, z cynamonem i cukrem palmowym. Mniam! Słodki, maślany, korzenny, z lekką kwaśną nutą ananasa. Idealny smak!

Suweniry:

W Trivandrum możecie kupić zaskakująco różnorodne, ale równie kiczowate pamiątki – od miniaturowych ozdób nakładanych na trąbę słonia, po maski tancerzy kathakali i małe kolorowe słonie. Ile tu kolorów!